2009/12/05

Trochę "Zły(a)" , że nie może iść

Jutro nie lada gratka dla fanów Sceny Prapremier InVitro - otwarta próba najnowszego spektaklu. To także debiut Teatru Centralnego w nowej tymczasowej siedzibie ACK Chatka Żaka.


O treści: Tajemniczy Dariusz Jeż powierzył swoje wspomnienia/historie/epizody życiowe Grzegorzowi Kondrasiukowi i tak po nitce do kłębka powstał "Zły"....
Reżyseria nieodmiennie twórca sceny Łukasz Witt-Michałowski. Muzyka utalentowany Paweł Passini. W obsadzie Przemysław Buksiński, Remigiusz Jankowski oraz sam Dariusz Jeż.


Ja jutro wybieram się na inne przedstawienie, ale jak tylko będzie okazja zobaczyć "Złego" zasiądę w pierwszym rzędzie (choć dalszym też nie pogardzę).

2009/12/03

Noc nie tak wielkiego sezonu ?

Każdy wie, że w szeregu zwykłych, normalnych lat rodzi niekiedy zdziwaczały czas ze swego łona lata inne, lata osobliwe, lata wyrodne, którym – jak szósty, mały palec u ręki – wyrasta kędyś trzynasty, fałszywy miesiąc.

Noc wielkiego sezonu

Długo się zbierałam to tej recenzji. Pewnie dlatego, że nie zamierzam napisać zbyt wiele dobrego. Ale zacznę od pochwał zeszłorocznego sezonu w Osterwie, bo spektakle „Bóg” i „Widnokrąg” uważam za naprawdę udane. Niestety tej jesieni trochę się zawiodłam. Lubelska adaptacja prozy Brunona Schulza jest scenicznym bałaganem, w którym reżyser Krzysztof Babicki postanowił umieścić niemal cały zespół aktorski.
Postacią najbardziej wyrazistą jest Józef grany przez Krzysztofa Olchawę. To Bruno Schulz jakiego znamy z fotografii zamieszczonych w podręcznikach szkolnych - włosy, lodowata mina, minimalistyczny ubiór. Na tym niestety kończy się plejada postaci przykuwających uwagę.


Mnie brak w tym spektaklu magii jaka towarzyszy samym opowiadaniom. Nie wyczuwa się atmosfery tajemniczości sklepów, gdzie było pełno mistycznych przedmiotów i zapachów. Pozostaje niestety tylko kiczowate erotyczne napięcie w postaci pokojówki Adeli. W pamięć zapada nie scena zbiorowa, ale indywidualne, spokojne cofnięcie się Józefa do czasów dzieciństwa - koń na biegunach i płatki śniegu dają efekt niesamowitej intymności, (a widzowi chwilę wytchnienia).

"Nocy wielkiego sezonu" to spektakl trudny, bo mieszają się w nim wątki literackie z biografią autora. Istnieje zatem wiele możliwych rozwiązań i interpretacji, ale niestety obawiam się, iż przeciętnemu widzowi po prostu może się nie chcieć dojść do sedna sprawy.

2009/12/01

Ludzie - Miasto

Film o tych i dla tych którzy widzą w Lublinie potencjał.
Ja się autentycznie wzruszyłam oglądając...

Homo Faber from Homo Faber on Vimeo.

2009/09/07

Neil Gaiman's Bookshelves




2009/08/17

Wszystko dobre, co się dobrze kończy...

Dawno nie widziałam tyle ludzi na Starym Mieście. Czuło się, że Lublin chce żyć nie tylko w upalny dzień, ale i chłodną sierpniową noc. Praca ciężka (moje buty chyba tego nie przeżyją i powędrują do kosza), ale w znakomitym klimacie. Następny Jarmark za rok...Mam nadzieję być aktywnie obecna.









2009/08/14

Jarmark rozpoczęty

Kura zajechała na Stare Miasto



Jak co roku jest tradycyjnie





i nie zabrakło zawsze obecnych w Lublinie Sztukmistrzów :)



Jest coś dla podniebienia, czyli tradycyjnie zdjęcie "kiełby" i ...:)



pajdy ze smalcem



Oraz coś dla ducha, czyli wczorajszy znakomity koncert węgierskiego Holloenek Hungarica. Można było usłyszeć średniowieczne ballady miłosne i pieśni ze zbioru Carmina Burana wykonywane na dudach, szałamajach, buzukach, skrzypcach, flecie i tapanach - bębnach tureckich. Dla mnie rewelacja.







Oraz najwdzięczniejszy temat do fotografowania czyli jarmarkowe dzieci :)





totalnie urocze



..i zawsze ciekawskie.



Jeśli czas pozwoli to następna porcja fotek jutro.Tymczasem idę pstrykać dalej...

2009/07/08

Open'er oraz dzieci, psy i wata cukrowa

Zacznijmy od małej antyreklamy Trójmiasta- jeśli ktoś chciał odpocząć podczas ostatniego weekendu to nie miał na to najmniejszych szans.

Tłum wypełniał szczelnie nie tylko kolejkę łączącą trzy nadmorskie kurorty, ale także każdy bar, restaurację czy nawet McDonalda’s o 3 nad ranem (wiem bo byłam po Cheeseburgera). Dzieci, psy i wata cukrowa – oto co zapamiętałam z dziennych spacerów.

Ale tłum w trójmieście to jeszcze nic w porównaniu do tego, co działo się na lotnisku w Babich Dołach - 60-tysięczne miasteczko z 800-osobową ochroną i ponoć 17 kilometrami płotów otaczających teren. No, ale przejdźmy do muzyki.

Zacznijmy od wisienki na torcie – czyli genialny Moby. Absolutnie fantastyczna osobowość, muzyka i wykonanie. Potem już moje emocje opadały, ale nie narzekam. Bardzo klimatyczny koncert Duffy – jej piosenki znam głownie z radia, ale zapewniam, że na żywo brzmi super. Zawiodła mnie natomiast inna wokalistka – Lily Allen. Mimo swojej witalności i pyskatej natury nie porwała tłumów i jakoś szybko zniknęła ze sceny (z tego co pamiętam nawet nie było bisu).



Reaktywowani Faith no more byli mocnym elementem nieco „nudnawej” soboty, choć nie powalili mnie na kolana (za to powalili mój kręgosłup, bo ledwo doszłam do domu). Niedziela była obfita w koncerty oczekiwanych sław i ludność przybyłą. Dość powiedzieć, że na samej bramce do przeszukania przez ochronę czekałam godzinę. „Królami” sceny rockowej zostali amerykanie z Kings of Leon – chyba znalazłam zespół, który będzie mi towarzyszył dłużej tego lata i to powinno wystarczyć za recenzję. Potem było Placebo, a na końcu długo oczekiwane mocne uderzenie The Prodigy. Ci ostatni zgromadzili chyba większość w wielotysięcznej widowni przy scenie głównej prezentując nowe i stare utwory (te ostatnie znali nawet panowie "bez szyi", którzy znaleźli się w tłumie tuż obok mnie).
Ciekawe, że tylko Placebo wykorzystało na swoim koncercie wizualizacje, inni świetnie się bez nich obeszli korzystając jedynie ze świetnego sprzętu oświetleniowego zapewnionego przez organizatora. A ja naiwnie myślałam, że współczesne koncerty bez dodatkowych autów wizualnych nie są w stanie przetrwać. Bardzo mnie cieszy, że się myliłam. Cóż rzec więcej – świetna organizacja, genialne nagłośnienie i całe „miasteczko” na terenie festiwalu. Do wielu namiotów zajrzałam tylko na chwilę (jak do tego z organizacjami pozarządowymi), albo wcale nie doszłam z braku czasu. Widać zainwestowane w to pieniądze, ale morze kasy, która przelała się podczas imprezy za pewne zwróci poniesione koszty. Festiwal do pozazdroszczenia… aż żal, że nie ma takiego w Lublinie.